O, matko!

Marcin Jakimowicz

GN 40/2014 

Z Dominiką Figurską, aktorką i matką pięciorga dzieci, i Agatą Puścikowską, dziennikarką i matką pięciorga dzieci rozmawia Marcin Jakimowicz

064019_DSC_5536_34

JAKUB SZYMCZUK /FOTO GOŚĆ

 

Wiecie, czego ludzie boją się dziś bardziej od zmasowanego ataku Rosjan rozsiewających wokoło wirusa eboli? Ciąży. Jadąc do Was, widziałem billboard sieci komórkowej: „To nie ciąża. Żadnych zobowiązań”. Ciąża jest taka straszna?

Dominika Figurska: Nie jest straszna. Da się przeżyć.

Agata Puścikowska: Bywa straszna. Ale da się przeżyć…

D.F.: Każda ciąża była dla mnie radością. Nigdy traumą. Każde dziecko było wyczekane, wytęsknione. Najtrudniejsza jednak była piąta ciąża. Było nieporównywalnie trudniej niż 10 lat wcześniej i gdybyś mnie wówczas zapytał, jak się miewam, nie odpowiadałabym z takim miłym uśmiechem…

A.P.: A ja bardzo nie lubię tego stanu. (śmiech) Gdy jestem w ciąży, nerwowo i złośliwie reaguję na określenie „stan błogosławiony”. Bo dla mnie to przede wszystkim stan trudny fizjologicznie. Chociaż oczywiście, po 9 miesiącach, owoce ciąży są błogosławieństwem. Nie lubię nudności, ciągłego zmęczenia, bólu kręgosłupa. I mam do tego absolutne prawo. Jeśli ktoś próbuje mnie przekonać, że błądzę, bo powinnam cieszyć się jak wariatka z tego, że czuję się… fatalnie, to życzę mu powodzenia. Ciąża to huśtawka: z jednej strony cieszysz się, czekasz na ukochane dziecko. Z drugiej – walczysz z własnym ciałem i emocjami. I tak w kółko przez kilka miesięcy.

Złotousty Leszek Miller rzucił kiedyś hasło: „patologia rodziny wielodzietnej”. Kiedy po raz pierwszy nasze katolickie społeczeństwo popatrzyło na was jak na rodzinę patologiczną?

A.P. Już przy trzecim dziecku. Trzecie dziecko to bariera, która wywołuje skrajne zachowania i emocje u postronnych: dalszej rodziny, obcych ludzi nawet. Rozmawiałam z setkami kobiet i widzę, jak bardzo boimy się trzeciej ciąży. Pierwsza, druga jest łaskawie akceptowana przez społeczeństwo, trzecia to niebezpieczna fanaberia. Ludzie zaczynają patrzyć na ciebie z podejrzliwością, czy wręcz złośliwością. Wielokrotnie słyszałam: „Nie potrafiłaś się zabezpieczyć?”. „Taka zdolna, wykształcona i tyyyle dzieci”. Pamiętam, jak urodziłam Justyna, trzecie dziecko. Byłam przeszczęśliwa. Na porodówce podszedł do mnie lekarz i wypalił: „Musi pani zacząć coś brać, żeby czwartego nie było”. Tego typu teksty to norma. Doświadczają ich niemal wszystkie wielodzietne matki. Dominika ma farta. Chroni ją immunitet popularnej aktorki…

D.F. …chronił mnie do piątego dziecka. Potem nie miałam już żadnej taryfy ulgowej. (śmiech) I usłyszałam to i owo… A wracając do trzeciego dziecka: dopiero wtedy, po urodzeniu Józefa, w pełni świadomie przeżyłam macierzyństwo. Przy pierwszym dziecku towarzyszyły mi lęki: jak sobie poradzę. Przy drugim również miałam mnóstwo obaw. Przy trzecim to wszystko puściło, uspokoiło się. Pomyślałam: i tak nie mam trzeciej ręki. Muszę dać radę. I to nasze polskie „jakoś to będzie” bardzo mnie uspokoiło. Naprawdę. Odetchnęłam. I rzeczywiście, gdy mieliśmy już trójkę dzieci, zrobiło się spokojniej. Wygrało doświadczenie, dojrzałość, radość z kolejnego człowieka. A nie lęk i stres…. (więcej w wydaniu papierowym z 5 października 2014 r.)

Share